..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia

 

 

 

 

 

 

 

KONWENTY

 >SZUKAJ


>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago


Soul Eater




Ohayou Drogi Czytelniku! Zanim rozpoczniesz lekturę tego arta muszę Cię uprzedzić, że będzie to recenzja bardzo nieobiektywna... Dlaczego? BoSoul Eater pożarł mą duszę już po pierwszym odcinku, co poskutkowało moją wielką i odwzajemnioną miłością do tego anime... Mam nadzieję, że i Ty dasz się wciągnąć...



Anime jest całkiem świeże i niezbyt szeroko w Polsce znane, a szkoda. Serial bazuje na mandze o tym samym tytule, planowana jest zamknięta (sic!) 51 odcinkowa całość, z czego na razie wyemitowano 11 epizodów. „Na razie” tj. do 20 czerwca '08, czyli do momentu, w którym piszę tę recenzję. Być może ocenianie i polecanie całości po zaledwie 11 obejrzanych odcinkach jest lekką przesadą, ale jestem przekonany, że seria ta z nawiązką spłaci kredyt zaufania, jakim ją od początku obdarzyłem.

Produkcja tworzona jest pod skrzydłami Studia Bones. Ktoś, kto zna poprzednie dokonania tych panów już wie, że na nich zawsze można liczyć. Nie inaczej jest z SE. Odwołując się do tych, co bardziej znanych tytułów można powiedzieć, że Soul Eater to coś w stylu „One Piece spotyka Naruto w klimatach Samurai Champloo”, aczkolwiek jakiekolwiek porównywanie jest niezupełnie na miejscu, bo ta produkcja prezentuje naprawdę zakręcone i świeże podejście do zużytego już mocno gatunku jakim jest shounen, a w jaki usiłuje się tę pozycję (nieco na siłę) wcisnąć. Jak słusznie zauważył jeden z internautów, SE prezentuje bardziej "europejskie" podejście do konwencji, swobodnie żonglując różnorakimi wątkami, kalkami i (zdawałoby się) do cna oklepanymi schematami.

Mamy więc „klasyczną” fabułę o walce tych dobrych z tymi złymi. W roli niemilców występują zbiorowo wszelakie „złe dusze” i wiedźmy, które dążą do przywołania na świat Kishina - „czegoś”, co jest wcielonym chaosem i złem. Ci dobrzy zaś to grupa młodocianych "egzorcystów", zwanych shokunin. Partnerem każdego shokunina jest buki - osoba, zdolna przemienić się w jakąś broń. Takie dwuosobowe zespoły mają za zadanie zbierać "złe" dusze, by nie dopuścić się do odrodzenia Kishina właśnie. Dodatkowo taki team ma jeszcze jedno zadanie – po wchłonięciu 99 złych dusz („jaj Kishina”) i jednej duszy wiedźmy buki przekształca się w Kosę Śmierci – ostateczną broń przeciw złu, której może używać Shinigami – bóg śmierci i nadzorca całej wesołej czeredy naszych „egzorcystów”. Brzmi drętwo? Cóż, tylko z pozoru.

Po obejrzeniu tych kliku odcinków łatwo jest odnieść wrażenie, że fabuła jest trochę „na luzie” - ot, dano ją po to, żeby ustawić jakoś podział na scenie i dać bohaterom zajęcie, a nie wgłębiać się jakoś szczególnie w jej meandry. I bardzo dobrze. SE nie predestynuje bynajmniej do bycia czymś ponad zwariowaną zabawę w niesamowitym tempie i gejzerami pomysłów rysowników do spółki ze scenarzystami. „Ideę przewodnią” tego anime można porównać do tego, co dane było odczuć choćby w pierwszej części Piratów z Karaibów (nie, to nie anime) – czyli i autorzy i widz mają się świetnie bawić, a nie zwracać uwagę na takie nieistotne szczegóły, jak logika czy spójność.

Weźmy choćby głównych bohaterów. Jest ich aż 7 (!) - czyli dwa 2-osobowe zespoły shokuninbuki i jeden zespół 3-osobowy. Przegląd charakterów jest zaiste szeroki, a każda z postaci zdaje się być autoironiczną kpiną z dobrze znanego każdemu wielbicielowi japońskiej kreski „typu” z anime. Mamy więc sepleniącego nastolatka z ADHD i manią wielkości, który dużo gada o tym, jaki jest, był i będzie the best, a i tak zwykle dostaje po głowie, a którego partnerką jest obdarzona świętą cierpliwością cicha i spokojna dziewczyna. Jest i słodka uczennica w obowiązkowym mundurku, którego spódniczka przeczy prawom grawitacji. Żeby jednak nie było zbyt normalnie, owo słodkie dziewczę w boju operuje dwumetrową kosą z wprawą zawodowego żniwiarza po kliku głębszych... Sama kosa, tytułowy Soul Eater to też typek, jakich mało – cool guy, leniwy, złośliwy i z apetytem na dusze, a jednak na wskroś sympatyczny. Nie sposób nie wspomnieć też o Death The Kid'zie – emo do kwadratu, skończonym pedancie, któremu odechciewa się żyć, bo urwał krzywo papier toaletowy, a do napadu białej gorączki doprowadza go to, że jego dwie buki w swej ludzkiej postaci mają rożny rozmiar biustu, a on biedaczek nie może nic z takim niesymetrycznym zgryzem zrobić...

Twórcy przyłożyli się również i do drugoplanowych postaci, w większości produkcji niestety traktowanych po macoszemu (a tak zupełnie na marginesie – IMHO w 99% anime to „drugoligowcy” są o niebo ciekawsi od tych z pierwszej strony ekranu). Szalony naukowiec, prowadzący na ludziach eksperymenty podczas snu, ze śrubą w głowie i sweterkiem w blizny po szyciu, nauczyciel – zombie, walczący za pomocą swojego... nagrobka, czy sam Shinigami-sama, postać totalnie odjechana, witająca się ze swymi podwładnymi radosnym „yo!” i często-gęsto „waląca w trąbę” tych, którzy zachowują się jak kretyni... W takim towarzystwie nie dziwi więc obecny Death Scythe – płaczący z miłości do swej ukochanej córeczki i uuuukochanej (ex) żony playboy i birbant, czy wyjęta z „zupełnie innej bajki” (a dokładnie z jakiegoś przesłodzonego shoujo typu „Sailor Moon”) Blair, magiczna kotka, podkochująca się w Soul Eaterze. Takich typów i typków w SE znajdziemy mnóstwo, a każda z pojawiających się choćby na chwilę postaci ma tak potężny potencjał komediowy, że spokojnie można by nim obdzielić kilka innych anime.

Podobnie jak postacie, cały świat jest zaiste szalony i pokręcony jak tylko się da. Rysowników chyba nie krępowały żadne ograniczenia, więc praktycznie co kadr mamy istną feerię pomysłów, barw, motywów i popisy nieograniczonej wyobraźni. Całość, w połączeniu z szybką, dynamiczną akcją, bez zbędnych dłużyzn czy „wyciskaczy łez”, przypomina szaleńczą jazdę na rollercoasterze w tunelu wprost wyjętym z psychodelicznych snów Tima Burtona i to w dodatku
znajdującego się „pod wpływem”. Każdy kadr czy lokację można spokojnie podziwiać jako samodzielny, bogaty w szczegóły obraz, a przecież niektóre migają nam na ekranie zaledwie przez chwilę. Nie wszystkim zapewne spodoba się wydłużona i groteskowa kreska (szczególnie, że postacie narysowano raczej bez wdawania się w szczegóły), świetnie pasuje ona jednak do fabuły i klimatu anime.



Oprócz tego co widać, wspomnieć trzeba o tym, co możemy usłyszeć. Zaznaczę z góry, że żadnym koneserem muzyki nie jestem, a nawet więcej – słoń mi w dzieciństwie nadepnął na ucho, skutkiem czego nie czuję się predestynowany do wydawania wiążących sądów w kwestii udźwiękowienia. Stosuję prostą zasadę – jeśli muzyki nie słychać, ale ją czuć, to znaczy że jest dobra. Tu SE nie zawodzi. Jeśli zaś skupić się na tym, co zawsze mi wpada w ucho – czyli głosach postaci... To tu SE zachwyca. Seiyuu są dobrani naprawdę świetnie, głosy idealnie pasują do postaci, a każdy z nich świetnie współgra z animowanym charakterem, częstokroć w sposób dość zaskakujący (np. głos Shinigami-sama (re-we-la-cj-a !) czy Soul Eatera) ale świeży i ciekawy.

Mimo świetnej strony technicznej, SE uwiódł mnie zupełnie czymś innym. Zakochałem się bowiem w tym, co w animkach cenię najbardziej - miksowaniem konwencji, nastrojów i klimatu z zatrważającą szybkością i brakiem jakiegokolwiek opamiętania... Anime ma mocno komediowy wydźwięk, lecz błyskawicznie klimat potrafi "skręcić" w kierunkach naprawdę poważnych, by po
chwili "rozbroić" zbytnią patetyczność jakimś dowcipem. Co ważniejsze, humor nie jest „wymęczony” i serwowany nam na siłę albo bazujący tylko na oklepanych schematach (typu gołe cycki, czy inne tego typu animowe zagrywki). Jak wcześniej wspominałem, każda z postaci już swoim „zwyczajnym” zachowaniem prowokuje salwy śmiechu, a większość żartów w anime to humor sytuacyjny, czasem ocierający się nawet o lekki absurd. Myliłby się jednak ten, który uzna SE za dzieło stricte komediowe. Nie, seria (bazując na tym, co wiem z fragmentów mangi) będzie chyba stopniowo poważnieć, co zresztą widać i w tych epizodach. Trudno to nieuchwytne wrażenie przekazać w słowach, ale SE nie jest „śmiechowy”, tylko pełen zwariowanego humoru, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi. Akcja rozwija się w zaskakująco szybkim tempie i, oglądając około 20 minutowy odcinek, nie odczuwamy niemal, że to tak krótko. Dzieje się naprawdę wiele i naprawdę szybko. SE ujął mnie też unikaniem tego, co bywa „grzechem pierworodnym” większości shounenów – walk ciągnących się przez 40 odcinków. Mimo, że to dopiero 10 epizodów, pojedynków było już kilka, a wszystkie jednako pasjonujące, choć żaden nie trwał dłużej niż odcinek. Duża w tym zasługa „teledyskowego” operowania „kamerą” i dynamicznego montażu.


Zresztą, nie będę się dłużej nasadzał. Ja tak naprawdę nie umiem dobrze zachwalać, a Soul Eater broni się sam. Powiem tylko tyle, że moim skromnym zdaniem będzie to przebój sezonu, i tylko jakiś nieszczęśliwy wypadek możne sprawić, że ta seria się pogorszy. Wydaje mi się, że jeśli kolejne odcinki będą tak samo trzymać poziom, jak tych pierwszych 10, SE z łatwością zdetronizuje „One Piece”, „Samurai Champloo” i „Naruto” za jednym zamachem. Panie i Panowie - tak rodzi się klasyka, na którą chyba jest „skazana” każda produkcja Studia Bones. Oglądajcie wiec, przygotujcie sobie tylko zawczasu duuuży zapach chusteczek, bo gwarantuję, że nieraz popłaczecie się ze śmiechu.

A, jeszcze jedno - jak ktoś nie jest przekonany, niech sobie wyszpera na necie opening... jest REWELACYJNY, przebija (niemal) wszystkie openingi, które do tej pory widziałem, a kawałek który tam leci jest GENIALNY... ilość przesłuchań przeze mnie jest już liczbą trzycyfrową, a nadal jest tak samo dobry...

Dajcie pożreć swoje dusze...!

N.



Technikalia
Autor oryginałuAtsushi Okubo
ReżyseriaTakuya Igarashi
StudioBones
ScenariuszAkatsuki Yamatoya, Megumi Shimizu
MuzykaTaku Iwasaki
Rok wydania2008
Gatunekkomedia, shounen
Ilość odcinków 51 (w produkcji)


Odnośniki

To anime możesz ściągnąć tutaj:

komentarz[17] |

Komentarze do "Soul Eater"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Viol
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


>POLECAMY!


      Sonda
   Aktualnie nie jest prowadzona żadna ankieta.
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

      Top 10

      Statystyki
mieszkańcy online:

wędrowców: 0

      ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.018301 sek. pg: