..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia

 

 

 

 

 

 

 

KONWENTY

 >SZUKAJ


>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago




Raz.

- Freiza zniszczy tę planetę. - niższy z mężczyzn uśmiechnął się krzywo. Krzywo i gorzko.
- To niemożliwe! - oczy władcy rozszerzyły się w szoku. - Przecież my...
- Tak, wiem. - Vegeta wpadł mu w słowo. - Podbijamy dla niego kolejne planety, nawet te zamieszkane przez szczególnie niebezpieczne istoty. Walczymy, zabijamy, umieramy i cała reszta tych bzdur. Fakt pozostaje faktem, w naszej przyszłości posłał do diabła planetę a wraz z nią wszystkich Saiyan.
- I nic nie zdołamy zrobić? - Beatto zacisnął pięści w bezsilnym gniewie. - Jego moc nie równa się z niczym...!
Vegeta przewrócił oczyma. Władca zmarszczył brwi, dostrzegając wyraz twarzy swojego rozmówcy.
- Zdołamy...? - zapytał, starając się, aby w jego głosie nie rozbrzmiewała nuta nadziei.
- To może mieć poważne skutki jeżeli chodzi o przyszłość... - zaczęła Bulma.
- Pieprzyć przyszłość.

***

Potem wszystko potoczyło się gładko.
Freiza przemierzał salę tronową, by zademonstrować po raz kolejny Saiyanom, że nawet ich władca musi się przed nim kłaniać.
Uśmiech spełzł z jego twarzy, gdy zauważył, że potężnej postury mężczyzna wcale nie podrywa się jak zwykle, by mu zasalutować.
- Co to ma znaczyć? - wysyczał przez zęby. Usłyszał za sobą poruszenie. - I kto to jest?! Bez mojej zgody nikt...
- Och, zamknij się wreszcie. - Vegeta prychnął kpiąco, gdy dotychczasowy postrach wszechświata pod wpływem wściekłości wytworzył wokół siebie aurę. Kiedyś robiło to na nim wrażenie. Silny blask, zapach ozonu i wyładowanie elektryczne, gdy jakaś drobinka kurzu weszła w bezpośredni kontakt z Ki. Kiedyś... teraz było to po prostu śmieszne.
- Zginiesz! - warknął Freiza, a pocisk czystej energii pomknął prosto w stronę tego, który go rozwścieczył.
Vegeta przewrócił oczyma, przejął pocisk, zupełnie jakby to była piłka do tenisa.
- Kim ty jesteś?! - zapytał oszołomiony Freiza.
- Jestem Legendą. - odpowiedział spokojnie po czym jego włosy rozbłysnęły złotem, a z dłoni wystrzelił potężny łańcuch skondensowanego Ki.
Padł trup. O ile kupkę pyłu można nazwać trupem.
Później... zanim władca wszystkich Saiyan się obejrzał, niebieskowłosa (kobieta jego syna z przyszłości, jak zdążył się zorientować) zbudowała jakąś dziwną maszynę, do której go brutalnie wepchnęła. Przy pomocy nogi. Było to tak zaskakujące, że z wrażenia jej nie zabił.
Aktualnie siedział wbity w zdecydowanie zbyt miękki fotel w salonie o oknach przyozdobionych koronkowymi firankami, niezdarnie trzymając filiżankę herbaty w nieprzywykłych do porcelanowej zastawy palcach.
Bulma wkroczyła do pokoju dzierżąc w dłoniach połyskujące lukrem i marmoladą wypieki.
-Ciasteczko. - oznajmiła, pochylając się nad brodatym mężczyzną z tacą.
Spojrzał na nią, jak na kogoś niespełna rozumu.
- Ciasteczko. - powtórzyła, a jej ton osiągnął temperaturę zera absolutnego. Wziął łakoć i wpatrywał się weń podejrzliwie, jakby spodziewając się, że wykorzysta on moment zaskoczenia i ugryzie go w tyłek.
Przynajmniej jego syn był najpotężniejszym z Saiyan. Kobieta czasami przebąkiwała o jakimś Goku, ale nie zwracał na to szczególnej uwagi. W końcu Vegeta nie zaprzeczył.
Tylko jakoś tak ponuro wyglądał przez okno, jakby mając nadzieję, że jego marsowa mina przegna z nieba prażące słońce.

Dwa.

- Freiza zniszczy tę planetę. - niższy z mężczyzn uśmiechnął się krzywo. Krzywo i gorzko.
- To niemożliwe! - oczy mężczyzny rozszerzyły się w szoku. - Przecież pracujemy dla niego! Walczymy dla niego, umieramy w jego cholernym interesie!
Kobieta przygryzła wargę, jej towarzysz porzucił uśmieszek na rzecz śmiechu, jeszcze bardziej pełnego goryczy.
- On się boi. - powiedział, ciągle się śmiejąc. - Boi się Saiyan, boi się drzemiącej w nas mocy. Usłyszał legendę o wielkim wojowniku i tak się przeraził, że nie może spać po nocach.
- I dlatego mamy umrzeć? - pokręcił głową w oszołomieniu. - Bo on boi się bajek?!
Zacisnął pięści i gniewnym krokiem podszedł do okna, po czym zawrócił. Łopocząca peleryna niczym kurtyna przesłoniła na chwilę widok za nim.
- Nie możemy nic zrobić. - przystanął, opuszczając ręce wzdłuż tułowia, ciągle dumnie wyprostowany. - Jest zbyt silny. Powiedz mi... czy jest nadzieja?
Vegeta milczał przez chwilę, intensywnie wpatrując się w ścianę gdzieś za swoim ojcem. Bulma zerkała na obu mężczyzn nerwowo.
- Powiedziałeś, że planeta zostanie zniszczona. To koniec, prawda?
Książę przytaknął.
- Tak myślałem. - westchnął ciężko, czując się nagle znacznie starszy, niż był w rzeczywistości. - A czy ktokolwiek zdoła nas pomścić...? Czy...
- Jeżeli chcesz zapytać o legendarnego wojownika... istnieje naprawdę. A Freiza zginie z jego ręki.
Władca uśmiechnął się z ponurą satysfakcją, po czym wbił oczy w osobę, którą stanie się kiedyś jego syn. Wzrok mężczyzny wydawał się niesamowicie ciężki. A jego następne słowa tak proste do przewidzenia...
- To będziesz ty, prawda mój synu? Zawsze byłeś wyjątkowy, zawsze potężniejszy od innych...
Vegeta wymienił spojrzenia z Bulmą.
- Tak. Jestem najpotężniejszym z tych, którzy kiedykolwiek stąpali po tej planecie.
Zawsze był dobrym kłamcą.
I nigdy tak bardzo nie nienawidził własnej słabości jak w tym momencie.


Trzy.

- Co zamierzasz zrobić?
Przystanął, cztery kroki przed nią. Milczał, a wiatr targał kurz, podrywając go w górę i rozdmuchując w fantazyjne fale.
- Przecież możesz coś zrobić, prawda? - zaczęła znowu, wpatrując się w plecy mężczyzny.
Przygryzła wargę. Nie podobała jej się ta cisza, nie podobała jej się piosenka nucona przez wicher, ani czerwonawe niebo.
- Vegeta... on ich kiedyś zabił, ale teraz jesteś znacznie silniejszy, nie? - starała się mówić, jakby była pewna siebie, ale głos odmawiał jej posłuszeństwa, był drżący i słaby. Do diabła z tym. - Zniszczysz go i wszyscy przeżyją, i... i...
- Ale wtedy coś potoczy się inaczej. - powiedział. Podejrzanie cicho i spokojnie.
- Co masz na myśli? - zapytała, znając doskonale odpowiedź. Nie była głupia. I właśnie strasznie tego żałowała.
- Coś potoczy się inaczej. Wszystko inne też... jak cholerna lawina po strąceniu głupiego kamyka. - zacisnął dłonie w pięści, mięśnie barków lekko zadrżały. - Wiesz co mam na myśli, prawda? Kobieto?
- To nie jest sprawiedliwe. - wymamrotała cicho, czując sól w ustach. Sól i żelazo.
- Pewnych rzeczy po prostu nie da się zmienić. I tyle. - skomentował krótko. - Nie wiem, jak chcesz to zrobić, ale sprowadź nas z powrotem.
Skinęła głową, doskonale świadoma, że nie mógł tego widzieć. Oblizała zaschnięte wargi.

***

Kostki lodu brzęczały w szklankach. Alkohol był zimny i mocny.

***

I nikt nie usłyszał krzyku umierającej planety, otulonej milczącym płaszczem wszechświata.

Ched.




strony: [1] [2]
komentarz[12] |

Komentarze do "Gorzko"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Viol
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


>POLECAMY!


      Sonda
   Aktualnie nie jest prowadzona żadna ankieta.
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

      Top 10

      Statystyki
mieszkańcy online:

wędrowców: 0

      ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.020259 sek. pg: